Przejdź do treści

Wiadomości

Salezjańska dziewiątka na Pieszej Pielgrzymce Wrocławskiej

  • 13 września 2019 r.

Ponad 220 km i 8 dni. Kilka dni po zakończeniu Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej zastanawiam się, dlaczego tak szybko się skończyła.

Niektóre dni były miłe i przyjemne, dobrze się szło. Zdarzyły się także trudne, zwłaszcza wtedy, gdy pobudka była około godziny 4:00, a przeciążone stopy nie chciały dźwigać zmęczonego ciała. Sama czasem myślę nad tym, dlaczego po raz kolejny decyduję się na ten trud.

O pielgrzymowaniu mówi się, że są to rekolekcje w drodze. Zgadza się – codziennie uczestniczymy we mszy świętej, rozpoczynamy dzień od wspólnej modlitwy porannej, później odmawiamy różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia, czasem także modlitwy z Liturgii Godzin. Msze święte są inne niż na co dzień, bo np. sprawowane w lesie. Nie brakuje również spotkania ze słowem, które głoszą księża lub siostry zakonne na konferencjach, świadectwach. Wtedy ewidentnie czuć lekki powiew, w którym przychodzi Pan Bóg.

“Ożywiciel” był hasłem tegorocznej pielgrzymki. O Duchu Świętym słuchaliśmy w trakcie kazań ks. Orzechowskiego, a także przyzywaliśmy Jego przyjścia do nas.

Po drodze spotykaliśmy się z ogromną gościnnością ludzi, która objawiała się w pysznych kompotach, kanapkach, zupach, pozdrowieniach, zapewnieniach o modlitwie za pielgrzymów i otwarciu swoich domów, byśmy mieli się gdzie umyć. Dobroć, jakiej można doświadczyć na pielgrzymce, zawsze mnie zachwyca. Modlę się za tych ludzi i długo o nich pamiętam. Dużo miłości dostrzegam w zwracaniu się do siebie słowami "bracie" czy "siostro". Ten, powiedzmy, zwyczaj przypomina mi o tym, że przed Bogiem wszyscy jesteśmy równi, niezależnie od naszego wieku, wykształcenia i tego, czym zajmujemy się na co dzień.

Przemierzając kolejne kilometry, śpiewamy różne pieśni. Niektóre są maryjne, z tradycją, inne natomiast są efektem pielgrzymkowej głupawki i mają czasem bardzo radosny charakter. W trakcie marszu jest też czas dla siebie. Kiedy mijamy znak ciszy, ustają wszystkie rozmowy, śpiewy, a każdy pielgrzym zanurza się w swoją indywidualną rozmowę z Bogiem, przyjrzenie się sobie, refleksję. Te kilka minut modlitwy własnej uważam za niezwykle cenne.

Ta niełatwa droga prowadzi nas na spotkanie z Maryją, bo w końcu do jej Tronu pielgrzymujemy. I mimo tego, że nie sam cel jest ważny, lecz droga, to warto się do tego spotkania dobrze przygotować. Mam na myśli intencje, które każdy pielgrzym niesie w swoim sercu. Lepiej oddaje się je Matce, gdy się o niej wcześniej myślało, nawiązywało relację i może najważniejsze - zrozumiało, jakie znaczenie ma dla nas Maryja. Czasu przed Cudownym Obrazem jest niewiele, natomiast zawsze jest to mocne przeżycie, często towarzyszą mu łzy wzruszenia i ogromna radość w sercu.

Piesza Pielgrzymka Wrocławska składa się z wielu grup. Jedne bardziej rozmodlone, inne młodzieżowe, jeszcze inne o charakterze rodzinnym. Każdy znajdzie coś dla siebie. Są też grupy, w których te cechy się przenikają i tak jest w salezjańskiej 9-tce. Pielgrzymują rodziny z małymi dziećmi, studenci z Duszpasterstw Akademickich, młodzież związana z Oratorium oraz każdy, kto nawet w najmniejszym stopniu związany jest z rodziną salezjańską. Towarzyszą nam księża, klerycy oraz siostry zakonne, którzy przybliżają sylwetki świętych - chociażby św. Jana Bosko. Oprócz radosnych śpiewów i okrzyków razem się modlimy i staramy się jak najlepiej przeżyć wspólną drogę. Nie zapominamy o salezjańskiej radości, o której mówił ks. Bosko.

Kiedyś słyszałam, że pielgrzymki nie da się opisać, ją należy przejść. Zgadzam się z tym się i polecam każdemu. Jeżeli praca lub inne zajęcia uniemożliwiają wyruszenie na całość pielgrzymki, to zachęcam wybrać się choć na kilka dni i doświadczyć tej niesamowitej atmosfery i ducha modlitwy.

Autor

Patrycja Kosior

Źródło

Zdjęcia


Udostepnij