Przejdź do treści

Wiadomości

Oświęcim: pięknie zagrali na placu Jacka

  • 12 sierpnia 2019 r.

Szczęśliwie dla stałych bywalców Letniej Sceny Muzycznej kolejni artyści zaskakują odmiennością prezentowanej muzyki. Tym razem mogliśmy uczestniczyć w koncercie zespołu Weronika Boińska Trio.

Łatwo się domyślić, że gwiazdą była Weronika – wokalista i gitarzystka, której towarzyszył tata Marcin z gitarą basową i akustyczną. Do tego duetu dołączył Marcin Kurcz, klawiszowiec. Aż dwa razy podczas trwania koncertu powiedziano o nim, że gra z najlepszymi. Podaruję sobie wypisywanie nazwisk muzyków, z którymi współpracował, by nie wywoływać na jego twarzy rumieńców zakłopotania w czasie czytania tego tekstu. Koncert uświetniły komentarze Marcina Boińskiego i jego dialogi z publicznością. Publiczność, która wypełniła przygotowane dla niej miejsca, kupiła tę konwencję koncertu i chętnie nagradzała uśmiechami i oklaskami artystów zarówno za wykonane utwory, jak i wypowiedzi.

Wyjątkowość koncertu zapewnili także przypadkowi goście wchodzący na plac Jacka. Karnacja skóry, a nawet ubiór zdradzały, że byli to turyści odwiedzający nasze miasto, których ściągnęły z rynku dźwięki muzyki. Większość utworów śpiewna była w języku angielskim, co być może ułatwiało turystom zrozumienie ich treści. Ponadto były też utwory śpiewane oczywiście po polsku i solowy finał w języku francuskim.

Ostatnim ważnym akordem było oświetlenie sceny, które na parę godzin przed koncertem pieczołowicie ustawił tata Weroniki, który jest również akustykiem. Niestety coraz krótsze sierpniowe dni – co może martwić – przypominają co prawda o kończących się wakacjach, ale w zamian za to powolnie zapadanie zmierzchu odsłaniało coraz więcej barw na scenie, wzmacniając pozytywne przeżycia widzów. Marcin Boiński nie omieszkał w czasie koncertu podkreślić roli akustyka jako kolejnego członka zespołu.

Wojtek Kościelniak tym razem zrobił sobie pięciogodzinną przerwę w pielgrzymowaniu na Jasną Górę, był służyć muzykom swoimi umiejętnościami, co zostało przez nich życzliwie zauważone. Akustyk na scenie i akustyk na widowni zgodnie podkreślili wyjątkowość grania i śpiewania w plenerze, tutaj wyjątkowym, bo koncert właściwie brzmiał klubowo, choć do pełnej klubowej atmosfery placowi Jacka jeszcze trochę brakuje, ale popracujemy nad tym w przyszłym roku.

Po dwóch bisach, standardowych już owocach i słowie od Księdza Bosko, muzycy zagrali dwa kolejne bisy na życzenie publiczności. Padło wiele słów podziękowań i zaproszenie na kolejny koncert – tym razem na skrzyżowaniu Letniej Sceny Muzycznej i Jackowego Grania.

Autor

Dariusz Bartocha DSB


Udostepnij