Przejdź do treści

Wiadomości

Legenda o gwieździe betlejemskiej

  • 24 grudnia 2017 r.
fot. harshlight CC/Flickr.com
fot. harshlight CC/Flickr.com

Czy wiecie, że serce pewnej meksykańskiej dziewczynki podarowało nam jeden z symboli Bożego Narodzenia?

Również w dalekiej Ameryce Boże Narodzenie jest wielką okazją do świętowania. Wszyscy chwalą się wówczas nowymi strojami, zastawiają stoły obfitymi, specjalnymi potrawami, obdarowują się drogimi i wymyślnymi prezentami. Zresztą podobnie dzieje się też w innych częściach świata.

Również w mieście Meksyk, tak jak na całym świecie, są osoby, które nie mogą pozwolić sobie na świętowanie, nawet w Wigilię. Jedną z nich, może najbiedniejszą ze wszystkich, była Ines – mała i śliczna indiańska dziewczynka o czarnych oczach oraz ciemnej twarzyczce.

W wigilię Bożego Narodzenia dziewczynka wędrowała boso po wielkim rynku i wpatrywała się w wyłożone na straganach towary. Patrzyła na kolorowe owoce, na słodycze, indyki, pieczone gęsi i na pachnące ziemniaki. Dla Ines to wszystko było niedostępne. Była bogata jedynie w uśmiech, którym starała się wzruszyć sprzedawców, a oni lubili ją za to bardzo i zawsze czymś obdarowywali.

Mama Ines przyszyła do spódniczki córki dużą kieszeń, w której lądowało to wszystko, co dostawała. Codziennie dziewczynka sprawdzała, czy nie ma dziur, by nic nie wypadło, ponieważ zawartość kieszeni była cenna, zwłaszcza że stanowiła pożywienie dla rodzeństwa i dla chorej mamy, czekających na nią w domu.

Ines miała bystre oczy i w stosie odpadków, które zostawały na targowisku, potrafiła wypatrzeć coś, co było jeszcze dobre. Jej ręka potrafiła to szybko wyciągnąć i oczyścić, aby nadawało się do jedzenia. 

W wigilijny wieczór kieszeń była pełniejsza niż zazwyczaj. Również i jej małe rodzeństwo będzie miało święto tego wieczoru. Ale Ines nie była w pełni szczęśliwa, miała bowiem pewne zmartwienie.

W mieście Meksyk istniała piękna tradycja. W noc Bożego Narodzenia wszystkie dzieci zanosiły Dzieciątku Jezus do kościoła parafialnego kwiatek. Przyniesienie go było rodzajem konkursu.

Ines również pragnęła zanieść kwiatek Dzieciątku. Czasami widziała siebie – biedną, małą indiańską dziewczynkę – w geście ofiarowania najpiękniejszego kwiatka. Ale skoro z takim trudem zdobywała trochę owoców i jarzyn, jak więc mogłaby zdobyć kwiat? Kwiaty widziała na bogatych balkonach. Również za metalowymi płotami rosło ich całe mnóstwo. Nawet coś ją kusiło, by je zerwać, ale przecież nie można ofiarować Jezusowi skradzionego kwiatka!

Dziewczynka z zadowoleniem myślała o dobrych rzeczach, które miała zamiar zanieść rodzeństwu, o radości, z jaką ją przyjmą, ale nie mogła zdecydować się na powrót do domu. Włóczyła się niespokojna w poszukiwaniu najpiękniejszego kwiatka – takiego, jaki widziała jedynie w swej wyobraźni. Kręta uliczka, która prowadziła do jej dzielnicy, przechodziła przez starożytne ruiny.

Niekiedy widywała wśród nich kępki zielonych liści i kwiatów. Może tam mogłaby znaleźć jakiś kwiatek dla Dzieciątka Jezus?

Ostrożnie weszła między ruiny... 
Szukała, ale pomiędzy starymi kamieniami nie znalazła niestety ani jednego małego kwiatka. Było już prawie ciemno. Mamusia i rodzeństwo z pewnością czekali na nią niecierpliwie. Ines musiała powrócić do domu. Ostatnim spojrzeniem ogarnęła wszystko i nagle zobaczyła gdzieś w kącie kępkę roślinek, które miały zielone, błyszczące listki, rozłożone jak płatki kwiatka. Schyliła się i szybko zerwała kilka gałązek. Złożyła je razem w sposób możliwie najładniejszy, tworząc mały bukiecik. Ale czegoś jeszcze brakowało. Z westchnieniem dziewczynka zdjęła najładniejszą rzecz, jaką posiadała – czerwoną wstążkę, którą związywała sobie włosy, i zrobiła z niej kokardę, aby zawiązać ją wokół zielonych liści. Teraz była zadowolona z rezultatu. „Dzieciątko Jezus ucieszy się z moich zielonych kwiatków” – pomyślała. „A poza tym związałam je czerwoną wstążeczką!”

Było już ciemno i Ines skierowała się do domu. Przechodziła obok kościoła. Jego główna brama była szeroko otwarta. „Teraz w kościele nikogo nie będzie. To pora kolacji. Dzieci przyniosą kwiatki Jezusowi później”– pomyślała. Weszła cichutko swymi bosymi stopami, w brudnym fartuszku, z kieszenią pełną podarowanych owoców i warzyw. Przemknęła lekka jak cień za kolumnami nawy ku miejscu pełnemu światła, gdzie na haftowanej poduszce położono figurkę Dzieciątka Jezus. Ines, z oczyma pełnymi łez, patrzyła na swój bukiecik z zielonych liści i wracając się do figurki Dzieciątka Jezus, powiedziała:

– Teraz Ci to zostawiam. Nie mogę przyjść później z innymi dziećmi. Wstydziłabym się bardzo. Mam nadzieję, że i tak spodoba Ci się mój bukiecik.

Wtem ogarnęło ją zdziwienie, bo obok niej stała grupa ludzi. Wszyscy, zachwyceni, wpatrywali się w bukiet, który trzymała w ręce.

– Co za piękne kwiaty... Gdzie je znalazłaś?... Nigdy nie widziałem takich kwiatów...

Ines spojrzała na swój bukiet z liści i zaniemówiła ze zdumienia. Liście stały się krwistoczerwone. W środku korony jagody utworzyły jakby złote serce. Dziewczynka nieśmiało położyła swój bukiet czerwono-żółtych gwiazdek u stóp figurki Dzieciątka Jezus, a następnie pobiegła do domu. Wydawało się jej, że ze szczęścia nie dotyka ziemi. Teraz wiedziała, że Jezus ucieszył się jej darem i że przemienił zwykłe liście w najpiękniejszy kwiat Meksyku – gwiazdę betlejemską.

Również dzisiaj w Boże Narodzenie na całym świecie czerwone gwiazdy o złotym sercu przypominają cud wiary biednej indiańskiej dziewczynki.

***
Opowiadanie pochodzi ze zbioru Opowiadania bożonarodzeniowe i adwentowe Bruna Ferrero, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 2017.

Autor

Bruno Ferrero


Udostepnij