Przejdź do treści

Czytelnia

Co na to ksiądz Bosko?

  • Katarzyna Lausch

Od ponad ćwierć wieku pracuję z uczniami, których potocznie nazywa się "uczniami specjalnej troski", bo ze względu na zdecydowanie niższą od przeciętnej sprawność umysłową wymagają nieco innego niż ich rówieśnicy oddziaływania. Przynajmniej raz do roku - układając programy pracy z nimi - wypisuję różne cele, w tym również tak zwane cele wychowawcze. Im moi uczniowie funkcjonują na niższym poziomie intelektualnym, tym bardziej te cele z oczywistych względów sprowadzają się do rozwijania zaledwie tych najbardziej elementarnych umiejętności z zakresu funkcjonowania społecznego. Zawsze jednak patrzę na wychowanie moich uczniów przez pryzmat Ewangelii.

Do tej pory nigdy jednak nie próbowałam analizować oddziaływań podejmowanych w stosunku do osób z niepełnosprawnością intelektualną pod kątem realizowania systemu wychowawczego księdza Bosko. Aż do dzisiaj... Po przeczytaniu artykułu J. Leśniewskiego Maksymy księdza Bosko: rozum, religia, miłość w lutowym numerze magazynu, postawiłam sobie dwa pytania: Na ile jego maksymy są tak uniwersalne, że mogą stanowić także drogowskaz w wychowywaniu dzieci i młodzieży z upośledzeniem umysłowym? i Czy księdzu Bosko spodobałoby się to, jak pracuję?

Specjalna troska

Moje myślenie skoncentruję na pracy z dziećmi funkcjonującymi na poziomie głębszej niepełnosprawności intelektualnej, bo to właśnie oni towarzyszą mi w mojej zawodowej drodze od dwunastu lat. Dla świata stanowią często istoty bezsensownie istniejące, niepotrzebne nikomu... A jednak żyją wśród nas, stworzone jak my wszyscy na obraz i podobieństwo Boga, więc nie można im odmawiać naszego zaangażowania, pracy czy miłości. Chociaż ta nasza miłość czy praca są z pewnością trudniejsze i bardziej wymagające - o ileż bowiem łatwiej pochylać się nad kształtnym, pachnącym i wzorcowo rozwiniętym dzieckiem!

Praca wychowawcza z ludźmi specjalnej troski zawsze idzie od kształtowania umiejętności wyodrębnienia siebie z otoczenia jako osoby autonomicznej, poprzez doświadczanie tego otoczenia i przekonywanie się, że jest ono dobre i bezpieczne, coraz pełniejsze poznawanie jego elementów, uczenie się - adekwatnie do indywidualnych możliwości - pełnienia określonych ról społecznych w zgodzie z przyjętymi normami, aż do kształtowania elementarnej odpowiedzialności za siebie, za otoczenie i ludzi w nim funkcjonujących.

Na każdym etapie mój uczeń wie (i w tym tkwi jego wielkość, że jego wiara jest równoznaczna pewności), że jest z nim Pan Bóg, który go kocha, pomaga mu być dobrym i cieszy się, gdy postępuje dobrze.

Rozum

Ile rozumu jest w myśleniu o wychowaniu ucznia specjalnej troski? Wiem z psychologii i pedagogiki oraz z doświadczenia tych minionych lat, że on bardzo słabo pojmuje to, co dzieje się dookoła. Wiem, że moje słowa tylko w minimalnym zakresie są dla niego nośnikiem treści. Bazując więc na umożliwianiu mu doświadczania radości z podejmowania różnej aktywności, staram się uczyć go przede wszystkim przykładami, czynienia dobra. Zakazów i nakazów jest w tym moim uczeniu bardzo niewiele. Tylko tyle zaledwie, ile jest to absolutnie konieczne. I o dziwo, "słaby rozum" mojego ucznia jakby dba o to, by on nigdy świadomie i celowo nie wyrządził nikomu zła.

Jeśli uczeń jest w naszym rozumieniu i naszych kategoriach "niegrzeczny", to bynajmniej nie dlatego, że on tak chce i taki jest jego świadomy wybór, ale dlatego, że w danym momencie, w sytuacji, jaką mu stworzono i w jakiej się znalazł, inaczej po prostu nie potrafi. Nie potrafi, bo przekracza to jego możliwości - i rozumowe, i wykonawcze. A mój rozum pozwalający mi przyswoić ogrom wiedzy psychologiczno-pedagogicznej do tej pory nie wymyślił, ani nie znalazł sposobu na to, by tego ucznia móc tak do końca uchronić od zła, które coraz częściej czyha w naszym otoczeniu. Jego rozum pozwala mu wierzyć wiarą równą pewności, że dookoła jest dobro. Mój rozum często wątpi....

Religia

Ile religii? Tu z całą pewnością mogę powiedzieć, że dużo. Gdyby nie wiara, moja praca nie miałaby w ogóle sensu. Bo przecież, patrząc tylko po ludzku na moich uczniów, patrząc bez dostrzeżenia w nich znaku Boga, trudno zrozumieć, dlaczego On w ogóle powołał ich do istnienia. Trudno samym rozumem odgadnąć sens ich istnienia, sens cierpienia ich rodziców (bo przecież oni cierpią, wiedząc, jak wiele nie stanie się nigdy udziałem ich dzieci). Tylko wiara nadaje temu właściwy wymiar.

Miłość

Ile miłości? Nawiązanie pozytywnego kontaktu emocjonalnego zawsze jest i musi być pierwszym etapem w pracy z uczniem z głębszą niepełnosprawnością intelektualną. Nie jego rozum, lecz jego serce doskonale wyczuwa czy pragnienie tego kontaktu jest szczere, czy tylko pozorne, wywoływane przez nauczyciela-wychowawcę, li tylko z zawodowego obowiązku. Jeśli u podstaw tego kontaktu nie ma prawdziwej miłości, nie warto zaczynać, bo wszelkie efekty pracy będą mizerne i nie takie, jakie mogłyby być, gdyby... A ja nie mogę oczekiwać daru miłości, jeśli sama jej nie okażę i nie dam. Wiem też, że jeśli ją daję, za każdym razem otrzymuję z nawiązką.

***

Przeczytałam powyższe i uśmiechnęłam się do siebie, a raczej zawstydziłam naiwności postawionych przeze mnie pytań. Odpowiedź jest przecież tak oczywista.

Katarzyna Lausch

Autor

Katarzyna Lausch

Źródło

Magazyn Salezjański Don BOSCO (4/2004)


Udostepnij