Przejdź do treści

Czytelnia

Czuję się bardzo spełniona...

  • Gosia Bakun

To doświadczenie umocniło i umacnia mnie w moich decyzjach i wyborach - ja istnieję dla ludzi i robienie rzeczy jedynie dla mojej własnej materialnej satysfakcji jest dla mnie utratą tego czegoś pięknego, ulotnego i pozbawianiem mnie motywacji i energii.

Lima 25.01.2006

Witajcie wszyscy serdecznie!!!!!

Mamy już połowę stycznia - czas płynie nieubłaganie! Jak się macie w Nowym 2006 Roku? Życzę Wam wszystkiego najlepszego!!!! Oby Wam się wiodło jak najlepiej, a ten rok zaowocował wspaniałymi momentami i uniesieniami!!! Jako prezent polecam Wam wszystkim przeczytanie świetnej książki, którą ja właśnie chłonę, a tytuł brzmi: Lass endlich los und lebe (mam ją w języku niemieckim), może uda wam się ją odnaleźć, w moim tłumaczeniu polskim tytuł brzmi: Wyzwól się wreszcie i zacznij żyć. Tytuł może być inny, ale autor na pewno nie: Richard J. Leider i David A. Shapiro. Jest to książka, która pozwoli Wam odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób uwolnić się od codziennych ciężarów i odnaleźć nową energię życia, odnaleźć ludzi, których kochasz, pracę, która cię spełni, a wreszcie swój cel, a wszystko po to, by być szczęśliwym, bo przecież życie tylko jedno... Na dodatek takie krótkie, ale jakże piękne. Warto szukać w tym świecie swojego własnego miejsca, choćby miało to trwać do naszej późnej starości... bo nic gorszego, jak żyć w czymś nieswoim, sztucznym, pozbawionym miłości lub - co gorsza - przepełnionym negatywnymi emocjami. W każdym razie, jeżeli znajdziecie tę książkę, naprawdę warto po nią sięgnąć.

No a ja wrócę pamięcią wstecz, aby opowiedzieć Wam, jak spędziłam Nowy Rok. Otóż dnia 30 grudnia 2005 wraz z kilkoma starszymi chłopakami z Domku w strugach deszczu wybraliśmy się do Choqueqancha - wioski, położonej 2 godz. (pieszo) od Lares. Stamtąd następnego dnia wybraliśmy się do Yukamarka, miejsca, o którym wcześniej pisałam, miejsca magicznego, w którym mieszka kondor. I już po godzinnej wspinaczce, z dala, dalekiego dala, dostrzegliśmy tego największego latającego ptaka na świecie - kondora, tańczącego z obłokami. Wspaniały moment, niestety nie mogłam zachłysnąć się nim w zupełności, gdyż większość tutejszych ludzi nie potrafi słuchać przyrody, wiatru i rozkoszować się urokami wspanialej, zapierającej dech w piersiach przyrody. Są tak związani ze swoją muzyka "lajno", po polsku brzmi dokładnie tak, jaką wartość sobą prezentuje. Jest to coś na kształt disco polo, z tym że cała kultura "lajno" zawiera w sobie 1 tematykę: żal po utraconej miłości, zdradzie i wszystko kończy się tym, że trzeba pić, by zapomnieć o smutkach.

Wracając do kondora, niestety, kiedy udało nam się przebić przez krzaczory i zarośla i osiągnąć szczyt ostatniej góry, z której rozpościera się niesamowity widok na dolinę, której krajobraz przechodzi w roślinność typową dla dżungli (z Lares jakieś 2 godziny w przeciwnym kierunku od Cusco zaczyna się dżungla), zasiedliśmy na urwisku w poszyciach gęstych traw w oczekiwaniu na kondora. Wyobraźcie sobie te szczyty wokół nas, pokryte chmurami, ogrom kaskad i rwących rzek i my, takie małe istoty pośród tego całego splendoru i ogromu przyrody na wysokości ok. 1500 m npm. Zajadając ziemniaki - tu tradycyjne danie - w pewnym momencie wydałam okrzyk, gdyż tuż nad naszymi głowami pojawił się wielki ptak, ale był to (jedynie!) orzeł, para wspaniałych orłów, jakieś 5 metrów nad nami. I było to coś niesamowitego dojrzeć go w locie, z takiego bliska, dojrzeć wszystkie jego detale. Niewiarygodne! Niestety kondor już nie wrócił tego dnia, ale nie dam za wygraną i jak tylko minie epoka deszczy, wrócę tam, ale już w znacznie mniejszym gronie. Tego dnia brakowało jeszcze niedźwiedzia i pumy, ale to już zostawimy na kolejna eskapadę.

Wieczór sylwestrowy po ciężkiej całodziennej wędrówce upłynął bardzo spokojnie. Przygotowaliśmy kolację z ogromną ilością warzyw (niektórzy z chłopaków stwierdzili, że ze mną można umrzeć z głodu, bo Peruwiańczycy w rejonie And nie potrafią żyć bez mięsa), całość uczciliśmy ekologicznym miodem pitnym rodem z Lares i o 10 pm pogrążyliśmy się we śnie, aby następnego dnia o świcie wyruszyć na odległą, ponad 40 km, wędrówkę do Monte Salvado, które też już znacie z moich opisów. Moim celem było spotkanie z dzieciakami z Domku Don Bosco z Arequipy, którzy przyjechali do Monte na tygodniowe ferie, połączone z pracą w sadach pomarańczowych, programem "Valientes para amar" nt. wartości. My dołączyliśmy do grupy prowadzonej przez padre Lucio Jarra - przemiłego młodego, pełnego poczucia humoru peruwiańskiego salezjanina.

Wędrówka do Monte Salvado to było coś pięknego i wprawdzie przebyliśmy mniej więcej połowę całego dystansu, ale jaka karma dla duszy i wszystkich zmysłów! Coś niepowtarzalnego, najwspanialszy jest rejon Yukamarki widziany z dna doliny. W tym rejonie pejzaże są dokładnie takie, jakie można zobaczyć w Machu Picchu (jeszcze nie byłam, ale wystąpiłam z wnioskiem do Narodowego Instytutu Kultury o wydanie pozwolenie na Camino Inka dla 24 studentów colegio z naszego Domku w ostatnich dniach marca, i oby nam dali zgodę! Przy okazji muszę się pochwalić, że dzięki pomocy moich zagranicznych przyjaciół udało mi się zgromadzić ok. 700 PLN na wojaże moich dzieciaków.

W Monte Salvado właśnie wysypały mango i takie pyszne, prosto z drzewa - rarytas. No i oczywiście moc pomarańczy i mój ulubiony korzeń yuki! I tak zabawiliśmy w Monte jakieś 5 dni, w ciszy, prawdziwym dla mnie wypoczynku i spokoju, strugach deszczu, bo teraz mamy tu lato i porę deszczową równocześnie (idąc do Monte wielokrotnie musieliśmy przekraczać rwące potoki, które na skutek deszczów przybrały znacznie w ilość wód).

Po powrocie i jednodniowym wypoczynku wybrałam się - tym razem z maluchami - do Huacahuasi i Cuncani, osad leżących nieopodal, z których pochodzą nasze dzieciaki. I dla nich była to prawdziwa frajda, bo z namiotami, kuchenką gazową, garnkami i mnóstwem jedzenia. I wprawdzie na początku niektóre chciały się poddać, bo trzeba było przebyć 12 km w niecodziennym słońcu, musiałam więc szukać sposobów, aby zachęcić je do wędrówki. I w efekcie wszystkie dały radę, a dnia następnego, po zimnej, deszczowej nocy, wzięły mnie na całego i to one musiały mnie zagrzewać do wspinaczki.

No i wreszcie nadeszło teraz.

Po tygodniu spędzonym w Lares jestem w Limie z 17-letnim Modesto, aby asystować w operacji defektu serca, który wykryliśmy właśnie tydzień temu. I mamy mało czasu, bo kończy się jego ubezpieczenie zdrowotne, które umożliwia przeprowadzenie zabiegu bezpłatnie. Może być, że zabawię tu 4 tygodnie, ale jest to bardzo ważne, jutro wszystko się okaże.

Cóż, mój powrót zbliża się z każdym dniem i doprawdy mnie to przeraża. Z drugiej strony, to doświadczenie umocniło i umacnia mnie w moich decyzjach i wyborach - ja istnieję dla ludzi i robienie rzeczy jedynie dla mojej własnej materialnej satysfakcji jest dla mnie utratą tego czegoś pięknego, ulotnego i pozbawianiem mnie motywacji i energii. Czuję się bardzo spełniona, bo staram się robić wiele, nie tylko dla dzieci, ale dla całej społeczności laretańskiej i tej z podległych Lares osad. I czasami dla nich wystarczy jedynie twój uśmiech i to, że odpowiesz im Buenos Dias, Mamita! To piękne odnaleźć tutaj tak wiele z zapomnianego humanizmu, spokoju, życia zgodnego z naturą. Doświadczenie to pokazuje mi też z dnia na dzień kolejna potrzebę, potrzebę posiadania czegoś mojego, własnego, myślanego i planowanego własną głową, organizacją. I tak naprawdę mam wszystko w głowie ułożone, zobaczymy, jak Bóg pokieruje moimi losami. Bo w Nim mam wielką nadzieję, bo przez ostatnich 7 lat to właśnie On pomagał realizować moje decyzje życiowe, dawał mi energię, odwagę do podejmowania ryzyka i do walki z uciskiem i niesprawiedliwością, do głoszenia Prawdy. I zawsze, kiedy pojawiała się sytuacja opresji, mówił do mnie "nie martw się, wszystko dobrze się zakończy". I zsyłał na ziemię swoje Anioły, w postaci ludzi, którzy wiele razy zaoferowali mi swoją pomoc. I jak o tym myślę, to wszystko wydaje mi się tak niesamowite! Bo takie właśnie jest! Nie trzeba szukać daleko...

Gosia Bakun, Peru

Autor

Gosia Bakun

Źródło

Międzynarodowy Wolontariat DON BOSCO


Udostepnij