Przejdź do treści

Czytelnia

Wspomnienie o Czesławie Jóźwiaku

  • Jerzy Antkowiak
fot. it-it.facebook.com
fot. it-it.facebook.com

Pamięć pozwala mi bez trudu, nawet po 60 przeszło latach, powrócić do odległej przeszłości i nakreślić osobowość dobrze mi znanego, starszego kolegi i przyjaciela - Czesia Jóźwiaka.

Przed laty łączyła nas przynależność do salezjańskiego oratorium w Poznaniu przy ulicy Wronieckiej 9. Wszystko jednak zaczęło się od tego, że mieszkaliśmy w jednej, czynszowej kamienicy przy ulicy Żydowskiej 30.

Sąsiedzi

Ten duży dom, w którym się urodziłem w 1926 r. stał się naszym wspólnym gniazdem, odkąd rodzina Jóźwiaków przybyła w 1932 r. spod Bydgoszczy do Poznania. Prędko wytworzyła się między naszymi rodzinami pewna zażyłość.

O naszej wspólnej salezjańskiej drodze z Czesiem zadecydowało to, że pan Jóźwiak dość często zaglądał po sąsiedzku do warsztatu krawieckiego mego ojca. Przykład układnego Czesia zachęcił mego ojca, by mnie również zapisać do pobliskiego oratorium salezjańskiego. Droga z ulicy Żydowskiej na Wroniecką była krótka, prosta i bezpieczna. Wystarczyło przejść Mokrą, by znaleźć się już w oratorium.

Pierwsze moje spotkanie w zakrystii z niezapomnianym księdzem Leonem Musielakiem zaowocowało tym, że wiosną 1934 r. wpisano mnie do księgi podopiecznych oratorium i otrzymałem konieczną legitymację.

W oratorium

W taki sposób Czesio wytyczył mi jeszcze wyraźniej drogę do Boga i do ludzi. Chłopcy w oratorium byli weseli, pogodni i pełni życia. Czesiu wydawał mi się naturą refleksyjną, choć podówczas nie potrafiłbym tak tego określić. W jego postawie zauważalna była pobożność, widoczna zwłaszcza, gdy po Komunii św. odchodził od ołtarza i modlił się.

Niezapomniane oratorium, jego codzienny, interesujący program wychowawczy, wypełniający niemal bez reszty nasz wolny czas, beztroska zabawa, nauka śpiewu, gry na instrumentach, przygotowywanie przedstawień oraz wieczorne nabożeństwa na dokonanie dnia potrafiły wzajemnie nas do siebie zbliżyć.

Czesiu jako uczeń Gimnazjum św. Jana Kantego miał mniej wolnego czasu aniżeli my, uczniowie niższych klas szkoły powszechnej. Nie stronił jednak nie tylko od harcerstwa, ale także podejmował się różnych funkcji w oratorium. Był np. prezesem Towarzystwa Matki Bożej Niepokalanie Poczętej, które na Wronieckiej założył ks. Augustyn Piechura. Muszę też wspomnieć wspaniale organizowane kolonie salezjańskie, na których bywał także Czesio - w Ostrzeszowie w 1936 r. i w Wągrowcu w 1937 r. Opiekował się mną tam, a nawet nosił na ramionach, bo byłem w tej dużej grupie najmniejszy. Zaczęto go nawet w związku z tym nazywać "Tatą". Nigdy nie było między nami sprzeczek, zresztą podporządkowywałem mu się bez reszty, bo był prawy i miał zasady. Był ponadto delikatny, odpowiedzialny i pogodny. Jaka szkoda, że z powodu różnicy wieku nie mogłem być wtedy odpowiednim dla niego partnerem do młodzieńczych rozmów.

Czesiu Jóźwiak spełniał się w czynieniu dobra. Świadczył je ochoczo i sumiennie. Było to jego żywiołem.

Okupacja

Wojna 1939 r. i straszna niemiecka okupacja położyła kres temu naszemu wspólnemu wzrastaniu. Zamknięto oratorium, wszystkie szkoły, wprowadzono obowiązek pracy nawet dla czternastoletnich dzieci. Czesio pracował fizycznie jako pomocnik malarza w zakładzie rzemieślniczym. Po uciążliwej pracy spotykał się często, niemal codziennie, ze swymi przyjaciółmi z oratorium. Byli to Eda Kaźmierski, Franek Kęsy, Edward Klinik, Jarogniew Wojciechowski i Henio Gabryel. We wrześniu 1940 r. cała ta szóstka została aresztowana. Przetrzymywano ich w Forcie VII w Poznaniu, następnie w więzieniu we Wronkach, Berlinie, Zwickau i Dreźnie. Pięciu z nich za zdradę stanu skazano na śmierć. 24 sierpnia 1942 r., we wspomnienie Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, w więzieniu drezdeńskim wykonano na nich wyrok.

Z listów słanych spod gilotyny do domu przebija niezłomna wiara naszych starszych kolegów, w tym także i Czesia Jóźwiaka, w dobroć Boga i Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych. A gdzie jest wiara na pewno nie ma zwątpienia. Ich wierze towarzyszyła stale aż do tragicznego końca nadzieja, nadzieja krzepiąca wyrażona pięknie już przed wieloma wiekami: Tobie, Panie, zaufałem, nie zawstydzę się na wieki.

W mojej pamięci pozostanie więc niezniszczalna, świetlista smuga tej młodzieńczej dobroci, uczynności i umiłowania czystej Prawdy, utożsamianej z nauką Chrystusa.

--------------------------------

Mówi się, że absolutnie każdy człowiek może napisać jedną książkę i to o swoim życiu. Książka, jaką "zapisał" Czesio Jóźwiak, a także jego czterech przyjaciół, nie jest obszerna, ale wypełnia ją treść szczególna. Zawarty jest tam wyrazisty obraz sumienia w pełni otwartego na Prawdę wieczną, również obraz świadka, który jakże odważnie jej do końca broni.

Pamiętaj o nas i wstawiaj się za nami wierny towarzyszu zabaw i wspólnej modlitwy w poznańskim oratorium salezjańskim przy ulicy Wronieckiej 9.

Jerzy Antkowiak

Autor

Jerzy Antkowiak

Źródło

Magazyn Salezjański Don BOSCO (7-8/2002)


Udostepnij